Wybierz region

Wybierz miasto

    CIĘŻARÓWKA Z PREZENTAMI

    Autor: Dorota Abramowicz

    2000-12-27, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    Osierocona rodzina Lanzerów znalazła pod choinką mnóstwo prezentów. To dary od niemieckich rodzin które czytają... "Wieczór Wybrzeża". Takie to święta - mówi ze smutkiem Krzysztof Lanzer. - Pierwsze bez żony.

    Osierocona rodzina Lanzerów znalazła pod choinką mnóstwo prezentów. To dary od niemieckich rodzin które czytają... "Wieczór Wybrzeża".

    Takie to święta - mówi ze smutkiem Krzysztof Lanzer. - Pierwsze bez żony. Dobrze, że jest wokół rodzina, że gdzieś na świecie żyją dobrzy ludzie...
    Dąbrowa to niewielka miejscowość koło wsi Lichnowy. W maleńkim domu z ojcem mieszkają: 18-letnia Justyna, 16-letnia Paulina, 12-letni Krzyś, 9-letnia Dagmara i 3-letnia Jagódka. Obok znajduje się mieszkanie dziadków.

    - Jagódka chodzi za mną krok w krok - opowiada Justyna. - Po śmierci mamy muszę z nią spać. Strasznie tęskni... My zresztą też.
    Ten dramat wstrząsnął Czytelnikami "Wieczoru Wybrzeża". Grażyna Lanzer zmarła w listopadzie, w drodze do pogotowia ratunkowego w Tczewie. Osierociła sześcioro dzieci. Ostatnie z nich, maleńką Zuzię, lekarz wydobył z łona nieżyjącej matki. Do tragedii doszło, gdyż nieubezpieczona kobieta bała się, że będzie musiała płacić za leczenie...

    Po urodzeniu Jagódki lekarz powiedział Grażynie, że nie powinna już mieć dzieci. Chorowała na tarczycę. Mimo zabezpieczenia zaszła w ciążę. Nie leczyła się w obawie, że będzie musiała płacić za pobyt w szpitalu. Zaniechanie leczenia oznaczało wyrok śmierci...

    Zuzia, dziewczynka urodzona już po śmierci matki, wciąż przebywa w Szpitalu Miejskim na gdańskiej Zaspie. Prawdopodobnie w styczniu zostanie przewieziona do szpitala w Tczewie. Nadal musi być sztucznie karmiona.

    - Pomogę im, jak będę mogła - obiecywała babcia, Józefa Łepek. - Starsze dziewczynki dojeżdżają do szkół - jedna do Gdańska, druga do Tczewa. Z nauki nie mogą zrezygnować - za kilka miesięcy Justyna zdaje maturę!
    Losy Lanzerów opisano w "Wieczorze Wybrzeża" 24 listopada tego roku.
    I to był początek
    łańcucha dobrych serc.

    - Przeczytałam artykuł i długo nie mogłam do siebie dojść - mówi pani Danuta z Gdańska. - Zadzwoniłam do córek, mieszkających w Berlinie. Opowiedziałam o tragedii...
    Joanna Szeligowska wyjechała do Niemiec przed 14 laty. Jej mąż jest berlińskim przedsiębiorcą budowlanym.
    - Postanowiłam pomóc - mówi.

    Wraz z siostrą zorganizowała zbiórkę wśród berlińskiej Polonii. Pierwsza partia darów została wysłana do Polski.
    To jednak nie wszystko.

    Czternastoletnia Ania Szeligowska, córka Joanny, pewnego listopadowego dnia wybrała do pobliskiego przedszkola. Pracuje tam niemiecka koleżanka Joanny. Ania opowiedziała w przedszkolu o tragedii rodziny spod Tczewa.

    - Znajoma poprosiła mnie o pokazanie "Wieczoru Wybrzeża" z artykułem o śmierci pani Grażyny - mówi Joanna. - Przetłumaczyłam tekst na niemiecki.
    Następnego dnia na tablicy ogłoszeń w berlińskim przedszkolu zawisł "Wieczór" i przetłumaczony artykuł.
    Matki, babcie, ojcowie przychodzili odbierać dzieci. Stawali przed tablicą, czytali.

    Starsza pani zdjęła futro z lisów. - Czy możecie to przekazać matce zmarłej kobiety? - spytała - Wstrząsnęła mną jej rozpacz po stracie córki...
    Potem wyszła do pobliskiego sklepu, kupiła słodycze dla dzieci.

    I nagle garaż przy domu pani Joanny zaczął zapełniać się pieluchami, zimowymi kurtkami, czapkami, żywnością...
    - Powinnam chyba wynająć TIR-a - zadzwoniła do matki. - Inaczej nie dam rady wszystkiego przywieźć...

    Część darów zapakowała do chryslera, którego mąż kupił niedawno do przewożenia materiałów budowlanych. W nocy z piątku na sobotę samochód z prezentami dla Lanzerów przekroczył granicę. W wigilię Wigilii, czyli w ostatnią sobotę, zajechał pod dom Lanzerów...

    Z wozu rozpoczęto wyładowywanie ubrań, słodyczy, ciast, pieluch - prezentów dla wszystkich dzieci.
    Był też list. Pewna berlinianka zaoferowała się objąć stałą opieką osieroconą rodzinę.
    Dzieci były zachwycone i wzruszone

    - Pomoc jest nam bardzo potrzebna - mówi Justyna. - Kiedy jeszcze żyła mama, nie było nam łatwo. Teraz jednak jest coraz gorzej.

    Justyna powoli przygotowuje pokój na przyjęcie Zuzi. - Będzie spać ze mną - zwierza się najstarsza siostra. - Mogę wstawać do niej w nocy. Ktoś już chciał zaadoptować siostrzyczkę, ale nie mogę się na to zgodzić. Nie podzielimy naszej rodziny.
    W maju Justyna zdaje maturę w gdańskim liceum. Codziennie dwie godziny dojeżdża do szkoły. Marzyła o studiach, ale obawia się, że będzie musiała je odłożyć, póki maleńka Zuzia nie dorośnie...

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.