Wybierz region

Wybierz miasto

    Z Krystyną Jandą rozmawia Jarosław Zalesiński

    Autor: JZ

    2000-12-22, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    - W pani internetowym pamiętniku wyczytałem, że przedsięwzięcie "100 twarzy Krystyny Jandy" było dla pani życiem w nierzeczywistej krainie dającej szczęście i zapomnienie...

    - W pani internetowym pamiętniku wyczytałem, że przedsięwzięcie "100 twarzy Krystyny Jandy" było dla pani życiem w nierzeczywistej krainie dającej szczęście i zapomnienie...

    - Nie, nie mogłam napisać tak pretensjonalnego zdania. To niemożliwe! Poza tym od 25 lat gram coś, właściwie bez przerwy, jeżdzę na podobne tournée regularnie od co najmniej piętnastu. To prawda, że nigdy tak intensywnie i w tak świetnych warunkach. Zdanie, które pan zacytował, musi mieć więc jakiś kontekst. Poza tym w moim pisaniu w Internecie, na mojej stronie, wytworzył się specyficzny język, styl. Wielu zdań tam napisanych nie należy rozumieć w relacji "jeden do jednego".

    - W Internecie pozwala sobie pani jednak na daleko idącą otwartość.

    - Bo to medium inne niż wszystkie pozostałe. Można sobie pozwolić na zbudowanie relacji w Internecie. Jeśli czytał pan listy ludzi adresowane do mnie, widział pan, że to oni proponują tak otwarty język, zwierzając mi się z problemów miłosnych, osobistych tragedii, nawet bardzo intymnych myśli. Nie mogę ich zbyć. Muszę, na moich warunkach oczywiście, również przyjąć zasadę ograniczonej szczerości.

    - Mąż jest już zazdrosny o komputer.

    - Bo uważa, że ten czas mogłabym poświęcić jemu i dzieciom. W jakimś sensie ma rację. Tylko że ja jestem ciekawa nowości. To mnie wciągnęło. Poza tym staram się to robić ,poza życiem", to znaczy oddałam temu jeszcze jedną godzinę z nocy. Wstaję godzinę wcześniej. Zwyczajnie.

    - W Polsce to jeszcze rzadkość, że osoba publiczna decyduje się na taką otwartość.

    - Myślę, że w moim przypadku polega to na jednej bardzo prostej rzeczy: jestem kimś, kto nie ma niczego do ukrycia. Nie wstydzę się niczego, mam odwagę pokazać się taka, jaka jestem, oczywiście bez przesady. Linia, poza którą nie wychodzę, jest bardzo mocno narysowana. A mój zawód to w ogóle pokazywanie, obnażanie siebie. 25 lat pracy i odpowiedzialność za to, co się robi, stworzyły mnie wolną, niezależną, otwartą. 25 lat sukcesów.

    - Posługuje się pani różnymi mediami, sama nazwała siebie artystką multimedialną. Czy teatr pozostaje najważniejszym sposobem kontaktowania się z publicznością?

    - Wszystko zależy od momentu. W tej chwili tak, teatr. Ale jeśli czyta pan moją stronę internetową, to wie pan, że prowadzę wiele projektów równocześnie, telewizyjnych, filmowych i jeszcze innych. Być może, jeśli dostanę pieniądze na mój nowy film, cały następny rok będzie poświęcony tylko temu. Ale prawda jest taka, że ostatnie 10 lat prawie nie schodzę ze sceny.

    - Swoje życie opisuje pani teraz jako natłok, chaos, podobny do bałaganu na twardym dysku pani laptopa, a zarazem w felietonach przyznaje się do tęsknoty za ciszą, skupieniem.

    - Myślę, że to sprawa lat. Dochodzę do wieku, w którym jest mi to potrzebne. To naturalne. Wszystkie moje koleżanki to przeżywają, wszystkie powoli się od siebie odsuwamy i chcemy samotności. Po tak burzliwym, nerwowym życiu, po tylu latach handlowania naszymi emocjami, coraz częściej myślimy o ciszy.

    - A jednak szuka też pani wyciszenia...

    - Ależ teatr jest wyciszeniem.

    - Tak?

    - Absolutnie. To jest mój relaks.

    - A ja myślałem, że pani dom w Milanówku.

    - No tak, ale to wszystko funkcjonuje jakoś razem. Także laptop mam w Milanówku. To moja chwila spokoju, samotności.

    - Jak wygląda Wigilia w Milanówku?

    - Marysia, odkąd ma swoją rodzinę, Wigilię spędza z teściami. Tak już się utarło, że przyjeżdża do nas w drugi dzień świąt, a w tym roku w ogóle gdzieś wyjeżdżają. Nie chcą być z nami.

    - To kto zasiądzie przy stole?

    - Mieszka z nami moja mama i ciocia, także moja siostra, jej córka, córka męża. Stale pełno ludzi. Na co dzień do obiadu siadają dwadzieścia dwie osoby. To taki dom, gdzie gotuje się dla wielu, więc dwie czy trzy osoby dodatkowo na obiedzie, kolacji czy śniadaniu to żaden problem. Przyjeżdżają do nas samotni znajomi z Warszawy, żeby na przykład pobyć trzy dni. Okazało się, że jest strasznie dużo samotnych ludzi w naszym środowisku. Nasz dom jest miejscem, gdzie można po prostu przyjechać i nie być samemu.

    - Na Wigilię również przyjeżdżają?

    - Bardzo często.

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.