Malbork. 30-letni Michał popełnił samobójstwo. Zabiła go mowa nienawiści

Radosław Konczyński
Fot. Miłość Nie Wyklucza
Michał miał 30 lat. Popełnił samobójstwo w swoim rodzinnym Malborku. Był gejem, o czym jego mama mówi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, a jego śmierć, jak opowiada, była następstwem nienawiści, z którą w Polsce wciąż stykają się ludzie o odmiennej orientacji seksualnej.

Michał z powodzeniem realizował się w świecie modelingu. Zawodowym modelem został zaraz po ukończeniu liceum w Malborku, gdy w wieku 19 lat podpisał kontrakt ze znaną agencją w Warszawie, dzięki czemu wyjeżdżał do Chin, Japonii czy Włoch. Przez większość swojego dorosłego życia mieszkał w stolicy, ale ostatnie tygodnie spędził w rodzinnym mieście.

Jego mama mówi w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że to tutaj, w Malborku, najpierw doświadczył homofobii, bo prześladowania, wyzywanie od „pedałów”, dogryzanie ze strony uczniów pojawiły się - jak opowiada - w gimnazjum katolickim, do którego chodził. Kobieta twierdzi, że bezskutecznie szukała pomocy w szkole i parafii, która jest organem prowadzącym dla placówki oświatowej. Dla dorastającego chłopaka traumą było też usłyszeć w sklepie: „Po co tu przyszedłeś, pierdolony pedale?”. To tylko kilka przykładów...

Gdy wyjechał do Warszawy, w wielkim mieście było trochę łatwiej, ale też nie całkiem różowo, bo to właśnie tam m.in. został pobity. Innych homofobicznych reakcji też nie brakowało.

- W związku z tym, że on te wyzwiska i prześladowania źle przyjmował, przestał sobie radzić. W którymś momencie zaczął się znieczulać. Poszedł do psychiatry. Nie powiedział mu prawdy, tylko, że reaguje bardzo stresowo na ważne castingi i chciałby, żeby mu przepisał coś, co zniweluje stres – opowiada pani Katarzyna, mama Michała, w rozmowie z Danielem Maliszewskim, publicystą „Gazety Wyborczej”.

Psychiatra przepisał lek, przez który niestety Michał uzależnił się od benzodiazepin. Mamie bardzo trudno było znaleźć ośrodek w Polsce, który skutecznie przeprowadziłby go przez terapię. Aż w końcu syn trafił do ośrodka w Czersku, gdzie zaczął stawać na nogi. Jednak musiał opuścić tę placówkę po czterech miesiącach pobytu. Pani Katarzyna opowiada "Gazecie Wyborczej", że w kwietniu br. dostał bardzo długiego ataku padaczkowego, wynikającego z uzależnienia. Wezwane pogotowie zabrało Michała, ale do środka nie mógł już tak po prostu wrócić. Trwa epidemia, musiałby przejść 14-dniową kwarantannę, zgodnie z procedurą przyjmowania osób z zewnątrz. Tyle że…
- Na to nie mieli warunków lokalowych ani personelu – opowiada mama Michała.

Wrócił więc do Malborka, gdzie staraniem mamy otrzymał wsparcie psychologa. Niestety, załamał się pod koniec maja po sytuacji, która miała miejsce na ulicy. W swoim mieście nie jest powszechnie znany, ale znalazły się osoby, które wyzwały go od „pedałów”. Może nie spodobał im się jego wygląd? Jak opowiada mama 30-latka, zawsze był "zadbany, czyściutki, chciał dobrze wyglądać".

I to był już dla niego naprawdę potężny cios. Wrócił do domu bardzo wzburzony i powiedział, że ma dosyć, że tego dłużej nie wytrzyma – mówi mama Michała.

1 czerwca został znaleziony w przydomowym ogrodzie. Powiesił się na drzewie... Według matki, to był tragiczny finał długotrwałego procesu, który postępował od lat. Przez połowę swojego życia Michał zmagał się z przeciwnościami, nietolerancją wobec ludzi o odmiennej orientacji seksualnej. W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” w tym kontekście mieszkanka Malborka odnosi się do słów polityków PiS, zwłaszcza posła Jacka Żalka i prezydenta Polski Andrzeja Dudy, o "ideologii LGBT". 12 czerwca br. parlamentarzysta został wyproszony z programu TVN "Fakty po faktach", gdy stwierdził, że LGBT "to nie są ludzie, to jest ideologia".

- Mój syn nie był żadną ideologią. Był najnormalniejszy w świecie. Dużo normalniejszy niż oni wszyscy. Tacy ludzie zniszczyli mojego syna - mówi "GW" mama Michała. - Dzień po dniu i krok po kroku. Gdyby jako dziecko był potraktowany normalnie, gdyby został zaakceptowany ze swoją seksualnością, to funkcjonowałby dzisiaj jako wspaniały człowiek. Niestety, tak się nie stało.

We wtorek (23 czerwca) śmierć m.in. Michała upamiętnili członkowie stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza. Przed warszawskim Belwederem, drugą rezydencją prezydenta RP, położyli kartki z imionami i świeczki.

„Miejscowe strażniczki były zajęte plotkami, ale po chwili podeszły i poprosiły, żebyśmy zabrali swoje „akcesoria niewiadomego pochodzenia”, bo to „teren prywatny, tzn. chroniony”. Odmówiliśmy zabrania świeczek i po kilku minutach się rozeszliśmy. Jak poinformowali nas dziennikarze, którzy zostali na miejscu, zaraz pojawiła się policja oraz serwis sprzątający, który usunął nasze >>akcesoria<< - pisze stowarzyszenie na swoim profilu na Facebooku.

Tokio Raport - rozmowa z Karoliną Pęk

Wideo

Dodaj ogłoszenie