Marcin Waniewski spędził prawie pół doby na trasie

(JS)
Marcin Waniewski na trasie zawodów Pucharu Świata w Zurychu
Marcin Waniewski na trasie zawodów Pucharu Świata w Zurychu Fot. Archiwum prywatne
Godzina pływania, 5,5 godziny jazdy na rowerze, 3,5 godziny biegu maratońskiego - tyle czasu spędził Marcin Waniewski (Triathlon Malbork) na trasie zmagań Ironman w Zurychu.

Zawody Pucharu Świata w Szwajcarii przyciągają najtwardszych sportowców. Dystans 3,8 km pływania, ponad 180 km na rowerze i 42,2 km biegu są w stanie pokonać tylko "ludzie z żelaza".

Dla Marcina Waniewskiego, prezesa i trenera MKS Triathlon, był to już trzeci start w Zurychu. Start wyjątkowy, bo przygotowania do imprezy nie przebiegały tak, jak powinny. Złożyły się na to kłopoty zawodowe i zdrowotne, co uniemożliwiło przeprowadzenie właściwych treningów i uzyskanie odpowiedniej bazy wytrzymałościowej. Pokazały to wcześniej długodystansowe mistrzostwa Polski w Suszu, gdzie Waniewski nie ukończył zawodów, a dystanse były… o połowę krótsze niż w Zurychu.
- Dlatego właśnie jestem bardzo zadowolony ze swojego startu w Zurychu - opowiada Marcin Waniewski. - Po raz pierwszy przystąpiłem do zawodów na całkowitym luzie. Nie chodziło tu o ściganie, ale niejako o przeżycie, wytrzymanie trudów.

Malborczyk miał podejmować decyzje o taktyce już na trasie, w zależności od samopoczucia. - Z wody po pływaniu wyszedłem prawie z uśmiechem na twarzy [przepłynięcie 3,8 km zajęło mu 1 godzinę i 6 minut, przyp. red.] - opowiada Waniewski. - Dobrze się czułem fizycznie, choć trochę poobijali mnie słabsi zawodnicy. Gdy napływają, to staje się to prawie sport kontaktowy, ale nie chciałem szarżować, więc byłem na to przygotowany.

Dwie i pół minuty później siedział już na rowerze i rozpoczynał rywalizację na trasie 184 km, choć pierwotnie miała ona wynosić o 4 km mniej. - Nawet w Szwajcarii odbywają się remonty dróg - żartuje Waniewski. - Organizatorzy musieli zorganizować objazd, bo jedna z dróg była naprawiana. Oczywiście, wcześniej o tym wiedzieliśmy, można było objechać trasę z organizatorami, którzy wskazywali, które odcinki są niebezpieczne i gdzie trzeba uważać.

Doświadczeni zawodnicy wiedzą, że w triathlonie trzeba umiejętnie rozłożyć siły, by ukończyć zawody. Później widać, kto tego nie zrobił.- Gdy byłem wyprzedzany na rowerze, to wiedziałem, że część z tych zawodników nie ukończy zawodów. Potem, na trasie biegowej, było mnóstwo maszerujących - opowiada Marcin Waniewski. - Cieszę się, że udało mi się ukończyć zawody, choć w pewnym momencie wydawało mi się nawet, że jestem w stanie przełamać barierę 10 godzin…

Czas szkoleniowca MKS Triathlon to 10 godzin i 21,19 minuty. Dało mu to 47 miejsce w kategorii wiekowej 35-39 lat i 184 lokatę w klasyfikacji open.

Tokio Flesz 1

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie