Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Mariusz Czerkawski w Malborku. "Ta tafla trochę mi przypomina lodowiska z NHL"

Radosław Konczyński
Radosław Konczyński
Radosław Konczyński
W Malborku w minioną sobotę (25 listopada) odbył się turniej kwalifikacyjny do Czerkawski Cup 2024. To już dziesiąta edycja rozgrywek pod patronatem najlepszego polskiego hokeisty. Mariusza Czerkawskiego nie mogło zabraknąć podczas malborskich zawodów.

To już dziesiąta edycja turnieju dla najmłodszych hokeistów, którego Pan jest patronem. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan ten projekt? Spełnił pańskie założenia?

Mariusz Czerkawski: Myślę, że tak. Kolejne pokolenie przewija się przez te turnieje, ale dalej widzę uśmiechnięte twarze dzieciaków, rodziców, trenerów, wszystkich, którzy uważają, że jest to ważne wydarzenie na mapie hokejowych turniejów. Kluby zawsze dopisują i chętnie się zgłaszają.

Oczywiście, sam nigdy nie byłbym w stanie tego udźwignąć, gdyby nie Andrzej i Wojtek Tkaczowie, świetni olimpijczycy, Darek Garbocz i cała nasza obsługa czuwająca nad stroną organizacyjną. Jednak razem zawsze łatwiej. Do tego oczywiście sponsorzy. No i bardzo wspierają nas lokalne środowiska hokejowe: mnóstwo kanapek, ciasta, kawy, tak że na pewno nie jest nam zimno i nie jesteśmy głodni (śmiech). Wiele osób przyczyniło się do tego, że te dziesięć lat turniejów ma sens i mam nadzieję, że jeszcze wiele lat będziemy je organizować.

Jak trafiliście do Malborka?

Macie tu fajnych działaczy. Przede wszystkim Sławek Nawrocki i ludzie zaprzyjaźnieni już od kilku lat starali się, żebyśmy tu zawitali, a teraz pozwoliła na to infrastruktura, która jest już lepsza – bo lodowisko zostało powiększone. Muszę powiedzieć, że ta tafla trochę mi przypomina lodowiska z NHL, które są węższe niż w Europie. Za moich czasów były jeszcze węższe niż obecnie, bo to już nie są te metry kwadratowe lodu, co były 40 czy 30 lat temu w Boston Garden, w Toronto, Ottawie czy Montrealu. Te stare lodowiska rzeczywiście były tak wąskie, że jak oddałem strzał na bramkę i patrzyłem, co się wydarzyło z krążkiem, to potrafiłem zderzyć się z bandą, bo myślałem, że jest trochę szerzej (śmiech).

Drugi powód naszej obecności w Malborku jest taki, że co roku jeździmy w inne miejsca w Polsce. Chcemy odwiedzić wszystkie ośrodki. Fajnie, że w końcu udało się przyjechać do Malborka, bo Malbork zawsze przyjeżdżał na nasze turnieje na innych lodowiskach. Teraz po raz pierwszy mogli wykazać się jako gospodarze.

Grają 9-latkowie i jeszcze mniejsze dzieci. To jest zabawa czy jednak przygląda się Pan, jak jeżdżą na łyżwach, jak uderzają krążek, a tym samym jak wygląda szkolenie hokejowe od tych najmłodszych lat?

Ja to traktuję przede wszystkim jako misję: mobilizować, aktywować, zachęcać, promować. Nie jestem z powołania z trenerem, w przeciwieństwie do Wojtka, Andrzeja czy Darka – nie należę do tych, co dadzą radę codziennie stać na lodzie i godzinami szkolić dzieciaki. Dodatkowo jestem chyba za bardzo emocjonalny i od razu chciałbym zmieniać, przestawiać. Trzeba jednak mieć sporo cierpliwości, a nie należę do tych osób. Do pewnych rzeczy się urodzić i mieć w sobie takie podejście szkoleniowe. Natomiast nasze turnieje to bardziej misja i propagowanie naszego ukochanego sportu.

Jak Pan ocenia obecną kondycję polskiego hokeja? W jakim miejscu się znajdujemy?

Cieszymy się, że zagramy w elicie po raz pierwszy od wielu, wielu lat. Światowy hokej trochę nam „odjechał”, bo jednak było sporo perturbacji po drodze, przez wiele lat brakowało inwestycji, o których byśmy marzyli w branży i środowisku hokejowych – nowych, wspaniałych hal lodowych. Oczywiście, one z czasem powstały, ale mam wrażenie, że „cierpimy” hokejowo. Natomiast ważne jest to, że branża dalej się trzyma, że jest mnóstwo pasjonatów. Wiadomo, że w Polsce nie ma wielkich pieniędzy w hokeju, w porównaniu z innymi dyscyplinami sportu, ale też w innych dyscyplinach odnosimy sukcesy i może dlatego tam są pieniądze. Przykładem jest siatkówka. Chociaż piłka nożna bez większych sukcesów, ale dalej są pieniądze, tego po prostu nie da się porównać. Czy są skoki narciarskie, gdzie pięciu chłopaków skacze, i cały kraj szaleje.

W hokeju trzeba jednak wychować dwudziestu kilku zawodników, żeby byli we wspaniałej, topowej formie i żeby rywalizowali z takimi nacjami, jak USA, Kanada, Finlandia, Szwecja. Oczywiście, że są inne kraje, super sobie radzą nasi sąsiedzi, jak Słowacja czy Czechy. My musimy się jeszcze sporo uczyć, ale tam infrastruktura jest zupełnie inna, podejście do hokeja jest zupełnie inne, bo to ich sport numer jeden.

To jest trochę zamknięte koło. Łatwo zdobyć pieniądze, jak się ma sukces, ale znowu dojście do sukcesu w hokeju bez pieniędzy nie jest proste. Mam nadzieję, że kiedyś uda się to jakoś spiąć i powoli będziemy trzymać się bliżej tej elity A, tej najlepszej piętnastki drużyn na świecie. Mówię „15”, bo jest szesnaście drużyn, ale ja na razie liczę nas jako tę szesnastą. Najlepiej być w tej topowej czternastce, żeby bezpiecznie utrzymywać się na najwyższym światowym poziomie i być pewnym miejsca w elicie. Aczkolwiek to na pewno będzie ciężka batalia.

Wracając do sportowego szaleństwa, o którym Pan wspomniał przy okazji skoczków. Na Pana punkcie też kraj kiedyś oszalał.

Były takie czasy. Wypowiadaliśmy się z Krzyśkiem Oliwą w niejednym wywiadzie, że nam udało się w latach 90. dostać do NHL: ja w 1994, Krzysiek w 1997 roku. Po czasie okazuje się, że to wcale nie jest taka prosta droga. Z drugiej strony, w koszykówkę dzieciaki grają w całej Polsce, sale gimnastyczne są praktycznie we wszystkich szkołach, a jednak Gortatów i Trybańskim nie mamy za wielu. Mamy Sohana, ale nie chodził do polskiej podstawówki (śmiech). Szwedzi, Finowie, Czesi czy Słowacy – jeżeli o nich chodzi, jest większa szansa, że znajdą się w NHL, bo dużo więcej z nich uprawia hokej. Z jakiegoś powodu szkolenie w naszym kraju nie jest topowe, bo jak może być? Żeby zatrudnić topowych trenerów i działaczy - trzeba zapłacić.

Radosław Konczyński

Lata, gdy odnosił Pan sukcesy, były „szalone” w pańskiej karierze, a jak dzisiaj, już na spokojnie, patrzy Pan na to, czego dokonał?

Wtedy to wszystko wydawało się bardzo naturalne. Po prostu grałem. A okazuje się, że ludzie do dzisiaj to wspominają, a np. od meczu gwiazd NHL, w którym wystąpiłem, niedługo miną 24 lata. Wydawać by się mogło, że to było dwa lata temu, przynajmniej w mojej głowie. Oczywiście, jestem po pięćdziesiątce i inaczej patrzę na to, co zrobiłem, ale okazuje się, że to było coś wyjątkowego. Cieszę się, że dawałem ludziom sporo radości i dumy. Pamiętam kibiców-Polaków na trybunach w Chicago, Nowym Jorku czy Edmonton. Albo czasem słyszę, że ktoś grał mną na jakichś grach komputerowych (śmiech) czy 30 lat temu zarywał noce, mimo że do pracy miał na rano, bo oglądał jakieś przekazy telewizyjne z NHL.

Miło, że udało mi się później grać w reprezentacji Polski i być na igrzyskach olimpijskich. Mam nadzieję, że dla naszej kadry to jest kolejne wyzwanie – być w topowej dwunastce i dostać się na IO. To na pewno będzie jeszcze trudniejsza misja, ale mam nadzieję, że jeszcze doczekam naszej drużyny na igrzyskach.

Miałby Pan jakąś radę dla dzieci, młodych zawodników, którzy w dzisiejszych czasach trenują hokej i chcieliby pójść Pana śladami?

Mi nikt nie radził oprócz tego, że trenuj ciężko, słuchaj trenera, staraj się jak najlepiej, ciesz się tym, co robisz. Na pewno trzeba mieć dyscyplinę na lodzie, być z drużyną, chcieć wstawać codziennie i kochać to, co się robi. Oczywiście są dni lepsze i gorsze, nie zawsze chce się wstać i iść do zimnej hali na trening, wkładać ten ciężki sprzęt, który jest jeszcze spocony, zimny z poprzedniego dnia. Trzeba to kochać. Tego się nie da wpoić, wytłumaczyć. Jedynie możemy zachęcać jako rodzice, jako ludzie starsi, którzy mogą pokazać, przyprowadzić na takie lodowisko, jak tutaj w Malborku, żeby dzieciaki spędzały fajnie czas. Nie tylko jest ciepłe lato, gdzie łatwo wyjść i pograć w piłkę albo pojeździć na rowerze. Zimą można mieć wspaniały czas na lodzie, a dla tych dzieciaków jest to wyjątkowe, bo nie każdy w Polsce potrafi jeździć na łyżwach i jeszcze operować kijem. Dla mnie, jak zaczynałem ponad 40 lat temu, to było coś wyjątkowego, każdy grał w piłkę...

Pan nie chciał grać?

Ja też grałem, ale chciałem być wyjątkowy, jeżdżąc na łyżwach najlepiej, jak tylko potrafię. W piłkę każdy umie grać lepiej lub gorzej, a jeździć na łyżwach? Jeszcze przekładanka tyłem, do przodu, hamulce, na ślizgawce pokazać się, gdzie każdy wśród 80 patrzy i mówi: „Ale ten młody zasuwa”. To kręciło. Trzeba mieć w sercu hokej, jeżeli chcesz coś osiągnąć. Nie tylko grasz, jak masz 10, 15 lat, ale jak masz 25 i 35. Na tym polega ta pasja. To trudno zakodować komuś, ale można na pewno zaszczepić tę pasję do hokeja i cieszę się, że my to potrafimy zrobić i dlatego też ten turniej organizujemy wśród najmłodszych. Tutaj jest też najszersza grupa odbiorców, taka podstawa „piramidy” i mam nadzieję, że kogoś z tych dzieciaków, na przykład z Malborka, będziemy kiedyś oglądać w ekstralidze, może w reprezentacji Polski, czy w innych klubach. Przecież nie w każdym mieście może być drużyna seniorów, to jest nie do udźwignięcia. Ale w wielu mniejszych miejscowościach mogą być ośrodki szkoleniowe dla dzieciaków, które później rozwijają skrzydła w innych klubach.

ZOBACZ TEŻ: Turniej hokeja dzieci w Malborku. Najmłodsi zawodnicy mieli tylko 4 lata

Co u Pana słychać? Czym Pan zajmuje się po latach gry w hokeja?

Bardzo pochłonął mnie golf. Sporo czasu poświęcam uderzaniu kijem, ale w piłkę golfową. Z jakiegoś powodu koledzy w Szwecji czy USA, Kanadzie opowiadali mi, jak golf jest wspaniały, jak potrafi wciągnąć i jak cudownie jest grać i emocjonować się każdym uderzeniem, kontrolować odbicie. W torbie mamy 14 różnych kijów. Pojąć to technicznie, przechodzić dołek za dołkiem, jeździć po turniejach – to bardzo wciąga. Zimą uwielbiam być na lodowisku, pojechać na jakiś mecz hokejowy czy zagrać jakiś mecz charytatywny, ale nawet w tym okresie zdarza mi się wyjeżdżać za granicę, żeby brać udział w turniejach golfowych. Właśnie wróciłem z wielkiego turnieju w Tajlandii, mistrzostw świata amatorów, w których udało mi się zająć trzecie miejsce.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Czerkawski to jeden z najwybitniejszych zawodników w historii polskiego hokeja. W latach 1991–2006 reprezentant Polski w hokeju na lodzie, olimpijczyk z Albertville (1992). Wychowanek GKS Tychy. W 1991 roku wybrany z numerem 106 w drafcie do NHL. Zanim jednak zadebiutował w najlepszej lidze świata, grał w Szwecji i Finlandii. W NHL spędził 12 sezonów, gdzie reprezentował barwy pięciu klubów: Boston Bruins, Edmonton Oilers, New York Islanders, Montreal Canadiens i Toronto Maple Leafs. Został także pierwszym Polakiem, który wystąpił w Meczu Gwiazd NHL.

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na malbork.naszemiasto.pl Nasze Miasto