Z Malborka karetką wyruszyli w świat. W Pakistanie (odc. 10): Na posterunku policji i w słynnej kopalni soli

Radosław Konczyński
Radosław Konczyński
Kolejny odcinek z podróży Aleksandry i Andrzeja Wiśniewskich przez świat kamperem, na który zaadaptowany został stary ambulans. Autorka opisuje następny etap pobytu w Pakistanie. Poprzedni odcinek skończył się na wizycie w wiosce malarzy ciężarówek "jingle trucks". Zapraszamy do lektury - "jedziemy" dalej.

W środku nocy stawiamy się na posterunku w Khewra. Gruby, szary mur. Wysoka metalowa brama. Za nią na wpółukryta twarz posterunkowego. Zdziwienie odbiera mu zdolność mówienia. Przejmujemy inicjatywę.
- Dobry wieczór. Można u panów przenocować?
Wciąż brak odpowiedzi.
- Co się tu dzieje? – przy bramie pojawia się inny posterunkowy. Też się dziwi, ale mówi.
- Czy moglibyśmy u panów przenocować? Jutro rano chcemy zwiedzić Kopalnię Soli Khewra, ale na jej parkingu nam zostać nie pozwolili.
- Poczekajcie, zapytam przełożonego.

Chwilę później mężczyzna wraca. Otwiera bramę i każe jechać za sobą. Instaluje nas na przestronnym, wyłożonym kostką parkingu. Zaraz obok kilkunastu traktorów z przyczepami wypełnionymi piachem.
- Zostawcie tu samochód i chodźcie ze mną. Przełożony chce z wami porozmawiać.
Wchodzimy do biura. Kanapa, biurko i dwa krzesła. Rzeczowo i bez zbędnych dyrdymałów.
- Siadać – rozlega się zza biurka. Brązowe, groźne oczy lustrują nas od stóp do głów. Mundur pęka w szwach na potężnej sylwetce dowódcy posterunku. Wszystko wokół kuli się w jego obecności. My również.
- O co tu chodzi? – rzuca mężczyzna. Z wyjaśnieniami spieszą odźwierny, który wreszcie odzyskał głos, i drugi posterunkowy, który nas przyprowadził do biura.
Tłumaczą jeden przez drugiego. Że do kopalni soli, że na parkingu nie pozwolili, że tylko na noc.
- A hotel?
- Nie znamy tu żadnego. Poza tym mamy swój własny w samochodzie. Czterogwiazdkowy – słabym żartem, staramy się zdobyć przychylność dowódcy.
- To się okaże. Teraz dokumenty, co tu robicie, gdzie jedziecie, na jak długo.

Relacjonujemy naszą historię. Spowiadamy się ze wszystkich planów na Pakistan, z tego, że jutro kopalnia i Islamabad. Z nerwów dorzucamy jeszcze szczegółowy opis tego, co chcemy zrobić w ciągu najbliższego półrocza.
- Jutro do Islamabadu? Akurat teraz jest tam z wizytą książę Dubaju. Możecie mieć problem z wjazdem – przerywa nam jeden z posterunkowych. Ich grupa w biurze znacznie wzrosła, odkąd zaczęliśmy się tłumaczyć. 
- Problem?!? Jaki problem?!? Że co?!? Że nasi goście są mniej ważni?!? Tak samo ważni są, jak cała rodzina królewska! – huczy dowódca. – No, a teraz możemy zobaczyć wasz czterogwiazdkowy hotel – kończy z uśmiechem dobrotliwego wujka.

Do oglądania karetki stawia się cały posterunek. Dowódca roboczą aurę groźnego policjanta zostawia w biurze. Teraz ciekawski jest jak dziecko. I jak dziecko cieszy się, kiedy częstujemy wszystkich czekoladą. Po zakończonym zwiedzaniu zostaje z nami tylko jeden posterunkowy.

Jestem Radża. Będę się wami zajmował. Powiedzcie, co wam potrzeba. Jedzenie? Herbatę może?

- Nie, nie, dziękujemy bardzo. Mamy wszystko – wymawiamy się, nie chcąc sprawiać już więcej kłopotów. Nieco zasmucony Radża życzy nam dobrej nocy i znika na posterunku.
Rano w czasie śniadania pukanie do drzwi. Radża.
- Ja się od wczoraj naprawdę bardzo źle czuję. Naprawdę mam wyrzuty sumienia, że się wami nieodpowiednio zająłem. Ani herbaty, ani poczęstunku. Przed Allahem się tak nie godzi. Gość to tak jakby On sam w moje progi wstąpił. Chociaż się herbaty napijcie.

Osłupiali kiwamy głowami, że oczywiście! Nie chcemy przecież żadnej przykrości zrobić. Nastrój poprawia się od razu, a Radża wciela się w rolę gospodarza idealnego i oprowadza nas po stacji.
- To nowy budynek. Ma dopiero rok. Tutaj są biura naszych dowódców, a tu pokoje policjantów – z korytarzy oblepionych mniejszymi i większymi pokoikami, jeszcze pachnącymi farbą, prowadzi nas na kwadrat podwórza. Pośrodku skwerku rośnie gigantyczne drzewo. Jego widokiem, siorbiąc herbatę, cieszą się siedzący za kratami mężczyźni.
- To nasz areszt. Teraz jest prawie pusto. Mamy tylko kilku złodziei – tłumaczy spokojnie Radża i prowadzi nas przez podwórze w stronę schodów na drugie piętro. – Tu z kolei są dowody w sprawie morderstwa. Widzicie tę brunatną plamę? To krew ofiary.

Okrągłe z niedowierzania oczy śledzą dłoń Radży, która wskazuje dwa drewniane łóżka oparte o ścianę posterunku. Chwilę później wspinamy się na dach budynku. Rozciąga się z niego widok na całą wioskę i otaczające ją wzgórza. Sielski widok uzupełnia ogród rozciągający się u podnóży posterunku.
- Moje dzieło. Sam sadziłem każde drzewo. Tam są jabłonie, tam brzoskwinie, a tam pod murem – mango – wąsy policjanta unosi uśmiech dumy.
- A te traktory? I przyczepy z piachem? – wskazujemy sąsiadów naszej karetki. – Jeszcze wykańczacie posterunek?
- Nie, nie! To zarekwirowane pojazdy. Kierowcy nielegalnie piach ładowali, to je zatrzymaliśmy. Oddamy, jak zapłacą podatek.
Chwilę później, nad szklanką herbaty, wymieniamy się numerami telefonów. W kontakcie jesteśmy do dziś.

Przygoda z noclegiem na posterunku policji i poznanie Radży okazują się znacznie wartościowszymi atrakcjami niż sama Kopalnia Soli Khewra. O mały włos w ogóle jej nie zwiedzamy.
- Ile?!?!? Dwadzieścia dolarów za osobę?!!?
- Bilet dla turystów zagranicznych. Dla lokalnych – dwa dolary – uzupełnia Andrzej.
- Toż to drożej niż za Wieliczkę! A już ze zdjęć widać, że Khewra jej nie dorównuje – marudzę.
Jeszcze stoimy pod kasą. Jeszcze kalkulujemy. Jeszcze płaczemy, że dwadzieścia dolarów to dwa dni życia. Co najmniej. W końcu decydujemy się odpuścić. Trudno.
- Czekaj! Kasjer nas woła – w ostatniej chwili mówi Andrzej.
Rzeczywiście. Wąsaty pan macha na nas ręką. Upewnia się, że nie ma dookoła nikogo i mówi:
- Ja wiem, że to dużo. Już inni mówili. Ale ja nic poradzić nie mogę. Tylko bilety sprzedaję. Ale zrobimy tak – sprzedam wam bilety studenckie za dziesięć dolarów. 

Chwilę później idziemy długim korytarzem prowadzącym do Kopalni Soli Khewra – drugiej co do wielkości kopalni soli na świecie. Jej historia sięga Aleksandra Wielkiego i jego oddziałów, które odkryły kopalnię w 320 roku p.n.e. Sławą Khewry jest różowa sól, która ponoć ma właściwości zdrowotne. 

Wizyta we wnętrzu kopalni potwierdza to, co wywnioskowaliśmy ze zdjęć – Wieliczka jest znacznie piękniejsza. Jednak Khewrze nie można odmówić specyficznego uroku. Zewsząd otaczają nas miękkie różowe kolory skały solnej. Niektóre pozostawione są tak, jak stworzyła je natura – wisząc w różowych soplach i nawisach skalnych. Inne – ociosane ludzką ręką tworzą bajkowo-różowe cegły. Te z kolei układają się w maleńkie budowle – solny meczet, miniaturę wieży Minar-e-Pakistan i Wielkiego Muru Chińskiego. Cała nasza wizyta trwa może godzinę i jest kolejnym potwierdzeniem faktu, że to nie miejsca, które zwiedzamy czynią naszą podróż wyjątkową, ale ludzie, których spotykamy.

Dlatego w Islamabadzie zamiast zwiedzać zabytki i punkty widokowe pierwsze kroki kierujemy na spotkanie z … ekipą filmową.

Tekst: Aleksandra Wiśniewska
Zdjęcia: Andrzej Wiśniewski
Peryferie.com

***
Malborczyk Andrzej Wiśniewski i jego żona Aleksandra wyruszyli w podróż życia z Malborka 14 czerwca 2018 roku o godz. 14.14. Obecnie przez pandemię koronawirusa utknęli w Portugalii.

Z Malborka jadą starą karetką przez świat. W Pakistanie (odc...

Od października zmiany przy wjeździe do Wielkiej Brytanii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie