Pochodzący z Malborka Kacper Ruciński podbija kabaretowe sceny

Kacper Ruciński już uważany jest za jednego z najlepszych polskich stand-uperów, czyli kabareciarzy w pojedynkę stawiających czoło widowni. Mieszka w Gdańsku, ale pochodzi z Malborka. Urodził się tu w 1984 roku. Ukończył Szkołę Podstawową nr 5. Jest absolwentem gdańskiej AWFiS.

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij
Jak zaczęła się Pana przygoda ze stand-upem?
Od dziecka kręciło mnie bawienie ludzi i bardzo często oglądałem kabarety. Kiedyś na stronach internetowych zacząłem oglądać brytyjski i amerykański stand-up i zadurzyłem się w tym. Ten klimat występów pasuje do mojego charakteru, czuję się urodzonym stand-uperem.

To trudniejsze niż tradycyjny kabaret?
Ludzie nie są gotowi na odbiór humoru tak bezpośredniego i bezczelnego w swojej prostocie. Często stand-uper zwraca się do publiczności na "ty" i nie omieszka wytykać jej wad. Stand-uper nie uprawia swojej sztuki jak członkowie tradycyjnego kabaretu, czyli pod maską i wcielając się w jakąś postać lub przygotowując skecz. Robi to wprost. Wielu ludzi "kręci" taka bezpośrednia forma i bawią się przy tym. Są osoby podświadomie czekające na stand-up. Sytuacja jest inna podczas plenerowych występów, gdy stand-uper wychodzi na scenie w jednym programie wraz z kabaretami. Widownia jest nastawiona właśnie na humor kabaretowy, a tu nagle pojawia się jeden gość i myślą, że to kolejny konferansjer. Dlatego potrzeba kilku minut, aby dowiedzieli się, o co chodzi.

Ma Pan już za sobą występy przed dużą publicznością. W tym roku wystąpił Pan podczas XIV Mazurskiej Nocy Kabaretowej w Mrągowie, poruszając temat relacji damsko-męskich. Za stwierdzenie, że mężczyźni okłamują swoje kobiety, został Pan wygwizdany przez męską część publiki, a kobiety biły brawo...
Takie sytuacje są w stand-upie najlepsze, bo one odróżniają tę formę od kabaretu.
∨ Czytaj dalej

Stand-up nie tylko budzi śmiech, ale też emocje oraz każe widzowi zająć stanowisko w stosunku do występującego i do tego, co mówi. W Mrągowie okazało się, że trafiłem w czuły punkt, bo nieraz słyszałem od kobiet, że jest tak, jak mówiłem podczas występu. Z kolei mężczyźni wiedzą, że to prawda, bo inaczej by się tak nie oburzali. Gwizdów się nie spodziewałem, ale nie było trudno z tego wybrnąć, bo wiem, o czym mówię, i wiem, że moje przemyślenia się obronią.

Oglądając Pana występy można odnieść wrażenie, że jest Pan kontrowersyjny i dotyka tematów na granicy przyzwoitości. Przykładem jest skecz pt. "Spowiedź", w którym odważnie opowiada Pan o religii...
Sam nie uważam się za kontrowersyjnego artystę, ale niestety jako taki jestem postrzegany. Żyjemy w kraju, w którym wszystko, co powie się o religii i ludzkich uczuciach mocniejszym językiem, nawet jeżeli to prawda, jest odbierane źle. Ja wiem, że niektóre kwestie są kontrowersyjne, ale w USA czy Wielkiej Brytanii nikt nie zwróciłby na to uwagi. Fakt - jestem ostry w swoich występach, ale zachowuję przy tym śmieszność. Można być wulgarnym, ale pierwszą zasadą, jaką należy się kierować, jest to, że trzeba być śmiesznym i bawić ludzi.

Czy trudno jest pogodzić pracę stand-upera z życiem prywatnym? Czy uważa się Pan za osobę popularną? Bo w telewizji nieraz już można było Pana obejrzeć.

Szczerze, to na razie nie mam takich problemów. Może jest to spowodowane tym, że nie jestem na tyle popularny i to mi nie doskwiera. Z kolei spotykam ludzi znających mnie z występów na scenie. Dużo osób mi gratuluje i mówi, że są zwolennikami mojego humoru. Uważają mnie za człowieka z poczuciem humoru i z którym można swobodnie porozmawiać, i faktycznie tak jest. Nie brakuje jednak też takich, którzy negatywnie mnie odbierają z racji mojej bezpośredniości i szczerości.

Z jaką najśmieszniejszą sytuacją w życiu lub na scenie zetknął się Pan podczas swojej kariery stand-upera?
Miałem kiedyś występ w Iławie. Przed nim podchodzę do pani organizatorki i pytam, gdzie jest garderoba Kacpra Rucińskiego. Ona na to, że Kacper Ruciński jeszcze nie przyjechał. Druga sytuacja była podobna. Przyjechałem już na miejsce występu i pozostało mi przekroczyć drzwi, nad którymi pieczę sprawowali ochroniarze. Powiedziałem jednemu z nich, że chciałbym się dostać na salę. Ochroniarz odpowiedział, że bilety są do kupienia w kasie.

Jaka jest różnica między występami Kacpra Rucińskiego a Cezarego Pazury, Jerzego Kryszaka czy Marcina Dańca?
Cezary Pazura często opowiada w swoich skeczach o sytuacjach z życia, ale na bazie starych dowcipów, co według mnie nie jest dobre. Korzysta też często z tekstów, które ktoś mu pisze. Jerzy Kryszak przywdziewa jakąś maskę - często wciela się w inne postacie, szczególnie parodiując polityków. Nie mam o to pretensji, bo potrafi robić to znakomicie. Zarówno Kryszak, jak i Daniec są starszej daty i może już nie mają współczesnego humoru, jaki "kręci się" w internecie. Gdyby mieli kilkanaście lat mniej, jestem pewien, że byliby jeszcze lepsi. Oczywiście, niczego im nie ujmuję, bo szanuję ich za to, czego dokonali.

Jak wygląda przygotowanie występu przez stand-upera? Pisze Pan teksty i wykuwa na pamięć, czy wychodzi na scenę i improwizuje?

To zależy od charakteru skeczu. Na przykład do wspomnianego występu w Mrągowie musiałem się przygotować, aby to miało ręce i nogi, bo gdybym coś popsuł, nie odniosłoby to oczekiwanego przeze mnie efektu. Oczywiście, często stosuję improwizację i mówię luźno swoje kwestie. W międzyczasie pojawi się dialog z publicznością, który również lubię, i to także dostarcza mi tematu. Plusem bycia stand-uperem jest właśnie to, że ma się bezpośredni kontakt z widownią. Na przykład raz wdałem się w dyskusję z jednym panem podczas występu. To nie skończyło się dla mnie dobrze, bo dał mi taką ripostę, na którą nie miałem odpowiedzi. Zszedłem ze sceny i mu pogratulowałem.

A ja gratuluję występów, i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Jankowski


Komentarze (0)

avatar

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię