Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

W Malborku powstała wielka minibudowla. Nowa miniatura zamku to nie tylko „zwykła” atrakcja turystyczna

Anna Szade
Anna Szade
Radosław Konczyński
Nowy minizamek w Malborku to jak lekcja historii, bo pokazuje budowlę, której nie ma. W 1945 r. została roztrzaskana. Jest też „bardzo aktualnym świadectwem pewnego szaleństwa”.

Miniaturę malborskiego zamku od kilku dni można oglądać w Malborku przy ulicy Piłsudskiego, niedaleko Muzeum Zamkowego. Ma powierzchnię średniego mieszkania, bo zajmuje 66 metrów kwadratowych. Realizacja zajęła twórcy kilka lat, bo pierwsze elementy były zaprezentowane w 2019 r. Piotr Banasik, rzeźbiarz po warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, większość elementów robił samodzielnie.

- Myślałem, że szybciej sobie z tym poradzę. Ale nie było tak, że nie chciało mi się robić. Miałem chęci i zaangażowanie, ze wszystkim sobie radziłem, jednak zabrało mi to bardzo dużo czasu - przyznał w rozmowie z nami.

Tak wielkiego projektu wcześniej nie realizował, choć ma na swoim koncie inne nieszablonowe przedsięwzięcia, choćby wykute portrety 12 aktorów związanych z filmem i Warszawą. Każdy waży dwie tony i zdobi budynek dawnego kina Praha w Warszawie, w którym obecnie działa Mazowiecki Teatr Muzyczny im. Jana Kiepury.

[polecaene]26101969[/polecane]

Piotr Banasik i doświadczenie z „Małego Modelarza”

Malborskie przedsięwzięcie było dużo większej wagi, nie tylko ze względu na rozmiary, z którymi musiał mierzyć się specjalizujący się w kamieniu artysta rzeźbiarz.

Pierwszy raz robiłem coś takiego, nie miałem doświadczenia. Jeśli chodzi o modele, to jako chłopiec kleiłem te z „Małego Modelarza” jak sporo ówczesnych chłopców. To były wycinane z kartonu głównie okręty i samoloty, ale była też miniatura Zamku Królewskiego w Warszawie, który był odbudowywany i grodu w Biskupinie, ale to skromny obiekt. To chyba jedyna architektura, którą wcześniej robiłem w modelu - przyznaje szczerze Piotr Banasik.

Projekt miniatury był konsultowany z muzealnikami.

- To nie jest dokładna kopia oryginału, który tutaj, za rogiem, jest widoczny. To jest część zamku, Zamek Wysoki i Zamek Średni, w postaci przedwojennej. W postaci, której nie ma i śmiem powiedzieć, że już nie będzie, z mnóstwem detali, których po wojnie nie odtworzyliśmy. Wynikają z koncepcji Conrada Steinbrechta, który odbudowywał zamek na sposób naukowy, ale jednocześnie miał nad sobą cesarza Wilhelma II. To miał być zamek pokrzyżacki, ale rezydencja cesarska. Stąd te szczyty, bardzo dekoracyjne zwieńczenia, bo to miał być bardzo reprezentacyjny zamek cesarza - mówił dr hab. Janusz Trupinda, dyrektor Muzeum Zamkowego w Malborku.

Powstał więc obiekt w skali 1:30, który można oglądać podczas spaceru po mieście jako „zwykłą” atrakcję turystyczną niczym z bajek Disneya.
- Wartość estetyczna to jedno. Jak przyznał dyrektor, nowa budowla ma też znaczenie edukacyjne. - Pokazujemy zdjęcia, kilka zachowanych filmów, opowiadamy o tym, jak zamek wyglądał, tutaj będzie się można o tym przekonać, dlatego że makieta wykonana jest niezwykle precyzyjnie, z bardzo wysoką dbałością o szczegóły - przyznaje Janusz Trupinda.

Czy dyrektorowi Muzeum Zamkowego obiekt się podoba? Koordynatorzy budowy miniatury już dawno chwalili się, że obiekt zyskał akceptację, dzięki czemu mogli odetchnąć z ulgą.

Miałem duże wątpliwości na początku - słyszymy od Janusza Trupindy. - Ale zobaczyłem w szczególe jakość wykonania. Zwłaszcza potraktowanie cegieł, witraże w oknach i to mnie bardzo ujęło.

CZYTAJ TEŻ: Namalował duńską królową, a teraz buduje minizamek w Malborku

Minizamek w Malborku jest jak dokument

Ci, którzy oglądali obiekt, zwracają uwagę przede wszystkim na detale, na precyzję, będące dowodem na benedyktyńską cierpliwość wykonawcy. Ale istotna jest cała bryła.

- Patrząc na tę miniaturę w skali 1:30, możemy sobie uświadomić rzeczywistą wielkość oryginału. To jest tylko Zamek Średni i Wysoki, brakuje jeszcze Przedzamcza, czyli to co mamy, to jest jedna piąta powierzchni zamku. To jest bardzo obrazowe, czego nie można odtworzyć fotografiami ani opowieścią - uważa Janusz Trupinda.

Ta wykonana z cegieł, stali, betonu i drewna budowla jest więc podróżą w czasie. Turyści, nim wejdą do odbudowanej warowni, zatrzymują się przed symbolicznym zdjęciem, który pokazuje, jak bardzo w 1945 r. obiekt został zniszczony. Miniatura to jak krok wstecz.

To zamek, który był odbudowywany od 1817 r., więc przez ponad 200 lat. To było dzieło drugiego etapu odbudowy zamku, rozpoczętego w 1882 r. i tak naprawdę zakończonego w 1942 r. To jest właściwie efekt finalny wielkiego wysiłku całych pokoleń ludzi, konserwatorów, wielkiego nakładu finansowego. Został zniweczony jedną decyzją o obsadzeniu zamku malborskiego przez wojsko, w związku z czym zamek został zaatakowany w 1945 r. i w 60 proc. zniszczony - przypomina dyrektor Trupinda.

Jego zdaniem, tę nową malborską budowlę można traktować jak dokument.

- Nie dość, że pokazuje, jak ten zamek wyglądał przed wojną, to jeszcze jest świadectwem bardzo aktualnym: pewnego szaleństwa, braku szacunku nie tylko do dziedzictwa, historii, ale i do obywateli, państwa, które najpierw ten zamek podniosło z ruin, odbudowało wielkim nakładem sił - uważa Janusz Trupinda. - Wówczas nie były to środki państwowe, ale również wiele środków pozyskano z kieszeni społecznej w wyniku loterii, różnych zbiórek. Całe społeczeństwo najpierw pruskie, później państwa niemieckiego odbudowało ten zamek.

Miniatura zamku to prezent dla mieszkańców od przedsiębiorców

Miniatura też powstała dzięki donatorom. Złożyły się na nią 36 malborskie firmy. Koszt to ok. 200 tys. zł.

- Przedsiębiorcy angażują się w różne działalności, my stwierdziliśmy, że złożymy się na odbudowanie miniatury zamku dla mieszkańców i dla turystów - wyjaśnia Jarosław Filipczak, przewodniczący Rady Gospodarczej przy burmistrzu Malborka.

Minizamek nie jest skończony. Do końca marca pojawi się właściwe wykończenie ponad 3-metrowej wieży, które przed montażem rozbiło się po upadku z wysokości.

Końcówka przed oddaniem miniatury to już było duże napięcie. Niestety, zwieńczenia wieży głównej nie ma, bardzo żałuję, że wydarzyła się ta katastrofa. Wszystkie elementy są zbrojone. Gdyby nie było zbrojenia, pewnie dałoby się to wszystko poskładać i posklejać, ale wygięte zbrojenie nie pozwala na szybką naprawę. Musimy poczekać - prosi Piotr Banasik.

Choć budowla jest solidna, z trwałych materiałów, można ją oglądać zza ogrodzenia. To decyzja i przedsiębiorców, i władz miasta, by nie doszło do zniszczeń. Rzeźbiarz ma nadzieję, że jego wieloletnia praca zostanie uszanowana.
- Robiłem to nie dla siebie, ale dla wszystkich mieszkańców. Jeśli każdy się będzie czuł właścicielem, może to bardzo długo przetrwać - mówi Piotr Banasik.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na malbork.naszemiasto.pl Nasze Miasto