Malbork. Rodzinny biznes "kobiety za ladą". Pani Ula trafiła do handlu 58 lat temu. Teraz pracuje z synem i wnuczką

Anna Maria Szade
Anna Maria Szade
Urszula Konopko pracuje w handlu od 58 lat. Malborska „kobieta za ladą” ma własny przepis na sukces: uśmiech na twarzy i przyjazne rozmowy z klientami. Swoją pasją zaraziła syna Jarosława, który towarzyszy jej w sklepie od lat 90. Jest też trzecie pokolenie, Emilka już praktykę odbywała w sklepie babci. - Tacy ludzie, jak pani Ula, to nasze miejskie perełki – uważa jedna z klientek, która zagląda do sklepu od 30 lat.

Pani Urszula Konopko z Malborka całe dorosłe życie spędziła w sklepie. Ale nie przyszła do pracy w handlu za karę. Wręcz przeciwnie, spełniła swoje marzenie.

Jak z zamiłowania poszłam do handlu, to dla mnie nie było ciężko. Nic. Skończyłam handlówkę i jak do pracy przyszłam, to byłam zadowolona, i klienci byli zadowoleni. Obsługiwałam ich i nic mi nie przeszkadzało – podkreśla Urszula Konopko.

Spotykamy ją za ladą sklepu w Śródmieściu. Tego samego, w którym 58 lat temu stawiała pierwsze kroki w zawodzie. W połowie lat 60. był tam zupełnie inny sklep: klientki zaopatrywały się w nim tkaniny.
- Tu był metraż. Zostałam przyjęta tutaj, gdy zaczynałam pracę. Wróciłam po latach i tu pewnie skończę – mówi pani Urszula.

Historia pani Uli. Z ekspedientki stała się bizneswoman

Jako ekspedientka, nie miała konkretnej specjalizacji. Sprawdzała się w wielu branżach, w zależności od potrzeb.

„Latałam” po całym Malborku. Pracowałam i w sklepie spożywczym, i w Modnej Pani, a także w Modnym Panu. A także chemiczno-przemysłowym na rogu ulic Krakowskiej i Orzeszkowej. Gdy przenieśli go tutaj, na róg Sienkiewicza, już zostałam – wylicza Urszula Kopko.

Co ciekawe, 14 grudnia minie 30 lat odkąd z ekspedientki musiała zamienić się we właścicielkę firmy, jeśli chciała zostać w handlu. Można więc powiedzieć, że ma smykałkę do interesów.
- Z PSS przerzucili mnie na prywatyzację i musiałam przejść. Chwilowo się załamałam, ale syn mnie na duchu podtrzymał – przyznaje po trzech dekadach.

Jarosław Konopko poszedł w ślady pani Urszuli. Zdecydował przypadek.

Tak wyszło – mówi pan Jarosław. - Jak mama przejmowała sklep i był remanent, to akurat z wojska na przepustkę przyjechałem. I tak do tej pory jedziemy. Ja teraz wszystko tutaj robię. Ze wszystkich pracowników mam najdłuższy staż. Zresztą zawsze to był ktoś z rodziny, bo to taka firma rodzinna.

Być może w wyborze pomógł fakt, że miał kontakt z handlem już jako małe dziecko. Wiadomo, jaka to atrakcja, gdy odwiedza się rodziców w pracy.
- Za PSS nie było wolno przychodzić do sklepu, ale się chodziło. Ja tego nie pamiętam, ale z opowieści mamy wiem, że w dawnym SDH baraszkowałem – śmieje się Jarosław.
Do sklepowej załogi dołączyła niedawno wnuczka Emilia, która już za szkolnych czasów przychodziła do sklepu pomagać babci. To już trzecie kupieckie pokolenie w rodzinie Konopków.

PRZECZYTAJ TEŻ: Malbork. Kobiety w czasach PRL. Z kroniki miasta wynika, że nieczęsto były bohaterkami pierwszego planu

Trudne czasy w handlu. Kryzys kontra inflacja

Czasy sprzed kilkudziesięciu lat kojarzą się najbardziej z… pustymi półkami.
- Dla nas, sprzedawców, było to bardzo trudne – przyznaje pani Ula.
Pamięta długie kolejki przed sklepem na rogu Krakowskiej i Orzeszkowej, gdzie pracowała.

Wtedy po wszystko się stało, to były naprawdę długie kolejki, na przykład po czajniki. Klienci się kłócili, poza kolejnością chcieli wchodzić. Byli tacy, którzy posądzali mnie, że sprzedaję towar bezpośrednio z magazynu - opowiada Urszula Konopko.

Pytamy też, czy wtedy istniały „znajomości”.
- Można było sobie u koleżanki z innego sklepu coś załatwić. Tak to działało – przyznaje szeptem, trochę zawstydzona, że się wydało.

Ale, jej zdaniem, to teraz żyjemy w ciężkich czasach. Wszystko przez inflację.

Teraz mamy nadmiar wszystkiego, ale najtrudniejsze czasy to są teraz. Musiałam podnieść ceny, bo bym miała tańszy towar w sklepie niż na fakturze. Jak syn robi zaopatrzenie, to mówi: „Mamo, jaki drogi ten towar!” Ale co zrobić. Mnie to już cholera bierze na te ceny, bo skąd klient ma wziąć te pieniądze? To jest straszne – mówi Urszula Konopko.

Sklep "na rogu" to ostatnia deska ratunku

Niepozorny z zewnątrz sklep w Śródmieściu bywa ostatnią deską ratunku, bo ma inny asortyment niż wielkie markety.
- Tak klienci mówią, choć przyznają też, że zapominają o naszym sklepie i odwiedzają go w ostatniej kolejności – przyznaje pan Jarosław.
Jednak starają się mieć na półkach wszystko to, czego potrzebują klienci.

Ja się przystosowałam do ich poleceń. O co oni pytali, to na kartce pisaliśmy i zamawialiśmy ten towar. Może dlatego tak idziemy do przodu. Mówią, że idą „do Urszuli”, albo „do Konopkowej”, albo „na róg” - tłumaczy pani Ula.

Dla wielu to już kultowe miejsce. Dlatego jest bardzo dużo osób, które regularnie je odwiedzają.
- Człowiek już z pamięci wie, co ma podać. Jak klient przychodzi, to ja pytam, czy ma być to czy tamto, albo przypominam o jakimś artykule, który jest regularnie przez kogoś kupowany – mówi pan Jarek.
A na półkach towar, który został przez dekady wyparty z modnych marketów i drogerii. Są więc emaliowane polskie garnki, pomadki Celii, a nawet słynna pasta SAMA, którą można wszystko wyczyścić.

To trochę taki „pereelowski” sklep, ale tu jest wszystko, dlatego też mamy sentyment – przyznaje jedna z klientek, która odwiedza sklep, jak sama mówi, ze 30 lat.

Wielką sympatią darzy także panią Ulę.
- Jest pogodna, wesoła, zawsze doradzi. Tacy ludzie to są nasze malborskie perełki. Młodzi powinni brać z niej przykład, bo pani Ula ma tyle siły, że niejednego młodego by przegoniła – podkreśla pani Krystyna.
A przecież przez blisko sześć dekad pracy zmienił się nie tylko ustrój czy wystrój sklepu. To także duży postęp technologiczny.

Nadążałam za zmianami. Nie cierpiałam z początku kas fiskalnych, ale poszło mi z nimi dobrze. Choć szczerze powiem, że moja pamięć lepiej liczy jak te kasy. Kończyłam szkołę handlową, w której uczył profesor Markowicz, nauczyciel z prawdziwego zdarzenia. Potrafił w pół godziny całą klasę przeegzaminować i powiedzieć: „Wy się nie nadajecie, bo jak do handlu chcecie iść, jak tabliczki mnożenia nie umiecie?” - wspomina pani Urszula.

Ekspedientka podkreśla też jeszcze jedną ważną cechę, bez której, jej zdaniem, nie ma mowy o dobrym handlowcu.
- Bardzo ważna w sklepie jest uczciwość. Dużo klientów wracało do nas dzięki niej. A jak czasem patrzę na młodych, to mam różne przemyślenia. Jak mają iść do handlu i nie być uczciwi, to niech wynoszą się od razu - podkreśla Urszula Konopko.

Malbork. Moda w PRL. Co najchętniej wyciągali z szaf mieszka...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mundial 2022. Pierwsza polska restauracja w stolicy Kataru

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

I
Inż.
Pamiętam jak 30 lat temu w sklepie zauważyłem zabawkę "Konstruktor", kieszonkowe było odkładane zabawka zakupiona. Super zabawka i może to dzięki niej jestem dziś inżynierem :)
Wróć na malbork.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie