Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Czytelnik: koszenie miejskich trawników latem to niemal zbrodnia. Władze Malborka: dzięki temu psy się nie gubią, a trawy nie będą łaskotać

Anna Szade
Anna Szade
W Malborku coraz częściej koszone są tylko fragmenty trawnika, a w głębi zostają dzikie łąki.
W Malborku coraz częściej koszone są tylko fragmenty trawnika, a w głębi zostają dzikie łąki. Anna Szade
„Szkodnictwem przyrodniczym” nazywa koszenie trawników podczas suszy w liście do redakcji jeden z mieszkańców Malborka. Inni skarżą się, że w wysokich trawach… gubią się psy. Czy istnieje rozwiązanie, które pogodzi tak odmienne potrzeby?

Kosić czy nie kosić trawy w mieście? Burmistrz Malborka jak... Hamlet

Urząd Miasta Malborka to nie zamek Elsynor, a burmistrz to nie Hamlet, ale… każdy ma swoje dylematy.
- Kosić czy nie kosić? - zastanawia się głośno burmistrz Marek Charzewski.
Jak nam tłumaczy, to problem, bo docierają do niego rozmaite opinie mieszkańców.

Jedni mówią: „Dlaczego kosicie w Parku Jerozolimskim?”, za chwilę: „Dlaczego wy nie kosicie w Jerozolimskim?”. A przy ul. Michałowskiego ludzie mnie zatrzymują i pytają, jak mają przez taką wysoką trawę chodzić? - relacjonuje nam włodarz.

W tym przypadku mowa jest o pl. Św. Urszuli Ledóchowskiej, który służy przede wszystkim na spacery z psami, najwyżej parę razy w roku jest wykorzystywany do rozbicia namiotu cyrkowego czy imprezę plenerową.
Wydawałoby się więc, że w ogóle nie ma tam potrzeby, by likwidować łąkę.
- Ale między chodnikiem a drzewami jest pas niewykoszonej trawy. Ostatnio pani mnie zatrzymała, że pies jej się w takich zaroślach zgubi – słyszymy od burmistrza Charzewskiego.

„Za” koszeniem w tym miejscu przemawiają też inne argumenty.

Były pasy przy chodnikach wykoszone, bo jak tego nie robiliśmy, to później mieliśmy interwencje: „Jak mamy siedzieć na ławce, jak nam trawa wchodzi pod spódnice?” - dodaje Józef Barnaś, wiceburmistrz Malborka.

Czytelnik: „Trawniki wysychają na naszych oczach”

Ale choć można uśmiechnąć się pod nosem na takie sytuacje, to sprawa jest poważna. Od kilku lat trwa debata, czy trawniki w miastach mają przypominać wimbledońskie korty, czy raczej można im trochę odpuścić. Jedni kierują się wyłącznie względami estetycznymi, a łąkowe kwiaty traktują jak chwasty. Inni widzą to zupełnie inaczej. Tym bardziej podczas upałów.

Trawniki miejskie wysychają na naszych oczach. Nie ma żadnego logicznego i merytorycznego wyjaśnienia dla koszenia traw w tym okresie. Mało tego, koszenie ich w tak newralgicznym momencie jest dla nich szkodliwe: ścięta trawa nie ma jak, nie ma na czym, utrzymać porannej rosy, jeśli w ogóle jest takowa, i pożywić się nią – tłumaczy jeden z mieszkańców Malborka w korespondencji do redakcji.

Czytelnik uważa, że to szkodnictwo przyrodnicze, ale pewnie osoby, które zajmują się koszeniem „są przymuszane do strzyżenia i tak już ledwo żywej trawy”. W Malborku tym zadaniem zajmuje się miejska spółka, Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Nie jest jednak tak, że jej pracownicy samodzielnie decydują co i kiedy koszą.
- Jest urzędniczka w mieście, który odpowiada za zieleń. Należy jej się ukłon, bo naprawdę pilnuje swoich obowiązków, więc wcale to nie odbywa się na takiej zasadzie, że jest jakaś „urawniłowka” – wyjaśnia wiceburmistrz Barnaś.

Inni wolą skoszone. Magistrat szuka równowagi

Czy jednak w magistracie zdają sobie sprawę, że czasem koszone jest za dużo, za nisko. To widać także na trawnikach pozostających w zarządzie innych podmiotów: trawa żółknie, zasycha. Tymczasem trawniki są też elementem tzw. małej retencji. Pozwalają na spowolnienie odpływu wód opadowych, przez co odciążają sieć kanalizacyjną, regulują klimat miejski poprzez zwiększenie poziomu wilgotności i zmniejszenie zbyt wysokiej temperatury, pochłaniają dwutlenek węgla i wydzielają tlen. Działają jak filtry, zatrzymując kurz i inne zanieczyszczenia, zwiększają różnorodność biologiczną.

Ale jak nie będziemy kosić, to będą skargi od tych, którzy wolą skoszone. Pamiętam, jak przyszedłem do pracy i były ograniczenia w koszeniach. Wciąż były pytania, dlaczego nie kosimy – słyszymy od Józefa Barnasia. - Ale cały czas się coś zmienia. Nasza urzędniczka jest ostatnią osobą, by coś wycinać lub ścinać.

Wiceburmistrz zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt całej sytuacji.
- Jeśli my robimy przetargi na koszenie i firma, nieważne czy to ZGKiM czy inny podmiot go wygrywa, to zatrudnia ludzi do wykonania tych zadań. Więc to nie może być tak, że hurra, nie musicie nic robić, możecie siedzieć. Mamy umowę, w której są określone metry kwadratowe i częstotliwość koszenia. Jak urzędnik stara się kosić mniej, to staje się to stratą firmy, która ma płacone za wykonaną pracę, nie ma ryczałtu – mówi Józef Barnaś
Dlatego, jak słyszymy w magistracie, cały czas poszukiwana jest równowaga między rozmaitymi sygnałami, potrzebami i interesami.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Czy ubezpieczanie upraw zyskuje na popularności?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na malbork.naszemiasto.pl Nasze Miasto