Malbork. W strefie płatnego parkowania czas się zatrzymał. Jest propozycja władz: rekompensatą za podwyżki może być darmowa komunikacja

Anna Szade
Anna Szade
Radosław Konczyński
Strefa płatnego parkowania w Malborku to obecnie 250 miejsc. Burmistrz chciałby ją rozszerzyć o kilkadziesiąt kolejnych i przy okazji podnieść opłaty, bo w parkomatach czas zatrzymał się w 2005 r. Komu nie pasuje, mógłby jeździć darmową komunikacją miejską, bo to rozwiązanie jest obecnie mocno brane pod uwagę.

Samochodów w Malborku i okolicach wciąż przybywa, przez co miejsce w mieście kurczy się w oczach. Nie jest to wrażenie, ale twarde dane z banku danych lokalnych Głównego Urzędu Statystycznego. Co prawda, dotyczą całego powiatu malborskiego, ale i tak gros ludności mieszka w stolicy.
Otóż w 2019 r., bo to najnowsze informacje publikowane przez GUS, po powiecie, który liczy ok. 63 tys. mieszkańców, jeździło 37 440 aut. To jakby każdy malborczyk, bez względu na wiek, miał własne „cztery kółka”. Dla porównania, rok wcześniej było 36 096 samochodów. To pokazuje, w jakim tempie trzeba trzeba też nadążać za infrastrukturą. Nie tylko drogową.

Parkingi w Malborku. Ciasno, ciaśniej, najciaśniej

Po Malborku jeżdżą nie tylko malborczycy i sąsiedzi zza między. Miasto odwiedza rocznie kilkaset tysięcy turystów. Spora część, sądząc po „obcych” rejestracjach na ulicach, korzysta z własnych osobówek. Każdy gdzieś chce się zatrzymać, zwłaszcza w centrum i w Śródmieściu, gdzie są rozlokowane zarówno główne atrakcje turystyczne, jak i rozmaite instytucje publiczne, finansowe, centra handlowe i usługowe.

A parkingi i miejsca postojowe z gumy nie są. Trzeba więc rozsądnie nimi zarządzać. Miasta, bez względu na ich wielkość, przy deficycie parkingów wymuszają na nich ruch. Tym narzędziem są wprowadzane opłaty, zwłaszcza gdy wolne miejsce przy bankomacie, muzeum czy urzędzie staje się luksusem. I nie chodzi o finansowe gnębienie kierowców, ale rozsądne korzystanie z ograniczonej w mieście wspólnej przestrzeni. Nie można przecież na parkingi przerabiać każdego skrawka gruntu.

Patrząc na to, co dzieje się obecnie w Malborku, trudno uznać, że władze korzystają z dostępnych instrumentów, by zapewnić rotację tam, gdzie jest największy tłok. Strefa płatnego parkowania to obecnie raptem 250 rozproszonych miejsc, do tego działa tylko od poniedziałku do piątku od godz. 8 do 15. Czyli przez większą część doby zostawia się samochód za darmo.

W parkomatach zresztą czas zatrzymał się na 2005 r. O ile 16 lat temu 50 groszy za pół godziny postoju, a złotówka za godzinę mogły wydawać się opresyjne dla zmotoryzowanych i wywoływały fale protestów, to teraz czasem trudno taki bilon znaleźć w kieszeni.
To dlatego, gdy chce się coś załatwić w pobliżu sądu, starostwa czy magistratu, trzeba się trochę nakręcić, by znaleźć miejsce. Albo… zostawia się samochód blokując chodnik, rozjeżdżając trawnik, zastawiając wyjazd czy podwórko. No bo to przecież tylko na chwilę, a na parkingu nie było miejsca.

Strefa płatnego parkowania. Czas na zmiany?

Włodarze po raz kolejny wywołują temat strefy płatnego postoju.

Trzeba podnieść opłatę za parkowanie w mieście. Nie powinno kosztować 50 groszy, ale nawet 2 złote. Wymusi to konieczną rotację. I co tu mówić, zwiększy wpływy z opłat parkingowych, które obecnie wynoszą niecałe 140 tys. zł rocznie – słyszymy od Jana Tadeusza Wilka, wiceburmistrza Malborka.

Te pieniądze powinny pokryć przynajmniej koszty obsługi systemu, na co składa się m.in. konserwacja i naprawa parkomatów, ale także wynagrodzenie dla parkingowego, który na bieżąco monitoruje, czy kierowca wniósł opłatę. Jednak, jak mówi wiceburmistrz, nie zawsze wystarcza.

Według deklaracji władz, nie chodzi wcale o to, by kierowców golić do gołej skóry za komfort parkowania jak najbliżej celu. Dlatego podpowiadamy, na co zdecydował się na przykład Puck. Tam pierwsze 15 minut postoju jest za darmo. Bierze się jednak na dowód bilet z parkomatu. Trochę tak, jak w przypadku parkingów przy centrach handlowych.
- Tak też mogłoby być, gdyby tylko do bankomatu ktoś musiał podjechać – komentuje Jan Tadeusz Wilk.

W Pucku 1,50 zł kosztuje pół godziny, 3 zł pierwsza godzina, 3,50 zł druga godzina, 4 zł trzecia godzina, 3 zł czwarta i kolejne godziny. Za całodniowy postój płaci się 18 zł. Są również miesięczne abonamenty: 50-złotowy dla mieszkańców, 80-złotowy dla przedsiębiorców i zatrudnianych przez niego pracowników.
Odrębnie potraktowano w puckim cenniku parkujące autokary, których kierowcy płacą 10 zł za pierwszą i każdą kolejną godzinę.

Zarówno ceny, jak i mapa płatnych malborskich parkingów ma być przedmiotem rozmów z radnymi. To oni ostatecznie muszą wyrazić zgodę na nowe rozwiązania.

Powinno się rozszerzyć płatną strefę o parking za Starostwem Powiatowym, za szpitalem, przy dawnym BGŻ na ul. 17 Marca, w Kałdowie. Rozważamy także sytuację parkingu przy dworcu, włącznie z możliwością wypowiedzenia umowy, która obowiązuje do końca 2022 r. - wylicza wiceburmistrz Wilk.

Drożej za parkowanie, ale powietrze czystsze

Wiele europejskich i polskich miast zamyka całe kwartały przed samochodami. To drastyczne rozwiązanie ma uświadomić, że samochody są tak samo odpowiedzialne za zanieczyszczenie powietrza, jak piece, którymi ogrzewane są mieszkania.
Miejskie społeczności nie chcą widzieć trucicieli w ścisłych centrach. To ma swoje plusy, bo przybywa pieszych, którzy czują się bezpiecznie. Wraca też życie, bo nikt nie przemyka autem, ale idzie pieszo, może więc zatrzymać się przy intrygującej witrynie sklepowej, zauważyć szyld rzemieślnika, dostrzec piękno architektury, docenić kompozycję zieleni, przysiąść na ławce i nawiązać rozmowę.

Malbork aż takiej rewolucji, póki co, wprowadzać nie chce. Ale zamysłowi zmian dla zmotoryzowanych towarzyszy druga idea.
- Wprowadzeniem pewnego rodzaju rekompensaty mógłby być bezpłatny bilet autobusowy MZK. Kierowca miałby więc wybór – tłumaczy Jan Tadeusz Wilk.

Nie jest to wydumana koncepcja. To jedno z założeń "Strategii rozwoju elektromobilności dla miasta Malborka do roku 2035". Brzmi jak pobożne życzenie, ale ulice stopniowo mają przestać zapełniać się pojazdami spalinowymi. Z czasem modne stanie się chodzenie, jazda rowerem albo przesiadka do „elektryków”. Zresztą miasto daje przykład: sześć pierwszych autobusów na prąd już obsługuje dwie miejskie linie: „jedynkę” i „szóstkę”.

Warto więc uświadomić sobie, że w obliczu kryzysu klimatycznego należy zacząć od małych zmian, ale też przyjrzenia się swoim nawykom i przyzwyczajeniom. Może ewentualna podwyżka na parkingu skłoni kogoś do refleksji, że nie wszędzie musi jechać autem?

Malbork. Elektromobilność może poprawić jakość życia w mieśc...

Pijani wciąż prowadzą - jest raport NIK!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie