Malbork. Węgla próżno szukać w składach opału, choć zwykle o tej porze place były zasypane. Prędzej kupić go można w internecie

Anna Szade
Anna Szade
Węgiel w Malborku to towar naprawdę deficytowy. Składy opału zamiecione, choć o tej porze roku pracownicy zwykle dwoili się i troili. Teraz to raczej muzea wspomnień, gdzie łezka w oku kręci się na widok cen, które obowiązywał jeszcze niedawno.

Kupka węgla w jednym ze składów opału w Malborku może budzić uśmiech na twarzy. Taka ilość zmieściłaby się w bagażniku osobowego auta. Co ciekawe, nie możemy jej nawet sfotografować.
- Nie, nie, nie, tego nie ma, to jest klienta – tłumaczy nam pracownik.
Skąd ten opór? Gdyby pokazać, że towar jest dostępny, nikt nie nadążyłby z odbieraniem telefonów.

Ludzie cały czas pytają, czy coś sprzedajemy – przyznaje Krzysztof Rabażyński ze Składu Opału Rams w Malborku.

Węgiel w Malborku. Ceny rosną, opału nie ma

Niestety, wieści nie są dobre. W jednym ze składów słyszymy, że trzeba byłoby wyłożyć naprawdę duże pieniądze bez gwarancji, że klienci zdecydują się po wysokich cenach kupić węgiel. W innym słyszymy, że teraz za tonę trzeba byłoby zapłacić przynajmniej 3400 zł. Dla porównania, ostatnio, gdy jeszcze był w sprzedaży, kosztował ok. 2000 zł za tonę. W ubiegłym roku trzeba było za taką ilość wyłożyć 1200 zł.
Krzysztof Rabażyński pracuje w branży sporo czasu.

Mam 10-letnie doświadczenie i muszę powiedzieć, że takiego czegoś nie było. Rok temu, gdy węgiel kosztował ponad 1000 zł, i ktoś pytał, czy to prawda, że węgiel będzie po 2500 zł, mówiłem: „No bez przesady” – opowiada.

Ale wtedy składy handlowały opałem z Rosji.
- Jakościowo to były mocne węgle, ale i bardzo fajne ekogroszki. Teraz do portów wpływają z Kazachstanu, Indonezji, Australii, USA, Kolumbii. Cena jest wysoka, z portów, owszem, węgiel wyjeżdża i ciężko go w tej chwili dostać. Dowiadywałem się, to były kłopoty. Teraz nawet nie próbuję, bo nie jestem zabezpieczony, by to pilnować, a to prawie jak złoto się zrobiło – przyznaje Krzysztof Rabażyński.
Niedawno pojawiły się doniesienia, że gdzieś w Polsce sąsiedzi wynieśli cały węglowy zapas z piwnicy domu, którego właścicielka wyjechała.
- „Obrobione” piwnice były już jak 600 zł za tonę kosztował. Teraz nieciekawie się robi. Dopiero się będzie działo – komentuje pracownik składu.

Opał z internetu. Sprzedaje Polska Grupa Górnicza

Jak mówi Krzysztof Rabażyński, wszystkie składy węgla w Malborku są puste, dwa już zostały zamknięte. A przecież teraz byłyby węglowe „żniwa”.

Zwykle o tej porze składy były zasypane i to się woziło do stycznia. Jak była ciężka zima, to przy tych dostawach co były wcześniej z Rosji, to nieraz brakowało i trzeba było czekać na realizację zamówienia. A teraz w ogóle nie ma – rozkłada ręce właściciel Składu Opału Rams.

Większa kupka węgla kosztuje ok. 80 tys. zł, do tego sprzedawcy muszą dołożyć choćby niewielką marżę.
- Ludzie są zdezorientowani, nie wierzą, że tona wkrótce może kosztować 3500 zł, w Tczewie już sprzedają po 3600 zł. Taka tendencja teraz się zaczyna – zapowiada. - Nie wiem, czy za takie pieniądze w ogóle będą kupować, chyba że jak się zimno zrobi, to wtedy. Pogoda o wszystkim rozstrzygnie. Może trzeba będzie robić jakieś zapisy, wtedy wszystko, co przywiezione, od razu trafiałoby do ludzi i zamieciony plac.

Skład Rams jest o tyle w dobrej sytuacji, że jeszcze przed kryzysem węglowym właściciel zainwestował w samochody.
- Bronimy się transportem, jest praca na te węgle z portów. Jakoś się bronimy. Bo ci, którzy czekają na węgiel, to nic nie mają – przyznaje Krzysztof Rabażyński.
Rams wozi też węgiel pochodzący z Polskiej Grupy Górniczej SA na zlecenie indywidualnych klientów.

Niektórym osobom udaje się kupić na stronie internetowej PGG. Tam cena jest dużo, dużo korzystniejsza. Jak ma węgiel do odbioru, to zbieramy zamówienia, mamy duże samochody i pod dom podwozimy. Na początku jeszcze pomagaliśmy za ludzi kupować w ten sposób, teraz jest coraz ciężej zdobyć, bo wiadomo, zima się zbliża. Jak kupią, to są szczęśliwi, bo to loteria. My zbieramy zamówienia i odbieramy z kopalni. Tam jest kilka kolejek, my mamy swoją. Zresztą w przyszłości też planujemy stać. Po co tutaj siedzieć na pustym placu, mogę tam sobie siedzieć, ciężarowe samochody to teraz prawie domy – słyszymy od Krzysztofa Rabażyńskiego.

Na placu węglowym jak w... muzeum. Czasem można dotknąć "czarnego złota"

To właśnie z PGG pochodziła kupka węgla, która przyjechała na zlecenie i chwilę przechowywana była w bezpiecznym miejscu na placu. Widać na niej złote żyłki, charakterystyczne dla opału pochodzącego z polskich kopalń.
Czym ludzie będą palić w piecach, jeśli place puste?

Nie wiem, nie wiadomo, jakie są wyliczenia. Część ludzi kupiła, ale niedużo. Wiem po sobie, ile nawiozłem z PGG. Nie obsłużyłem wszystkich swoich klientów i nie obsłużę. O ekogroszkach to już w ogóle nie ma mowy – rozkłada ręce.

Ekogroszek to nic innego, jak zmielony węgiel.
- Mówią, że „eko”, bo ekonomiczny, z ekologią nie ma nic wspólnego – wyjaśnia nam Krzysztof Rabażyński.

To może być naprawdę trudna zima, bez względu na to, kto czym pali w piecu. Nawet jeśli ktoś chciałby przestawić się na inne paliwo, nie jest to takie łatwe.

Gazu się nie da z dnia na dzień podłączyć. Węgla może po prostu nie być, już nawet nie chodzi o ceny. Z peletem też nie jest ciekawie. Mam chyba 3 tony po 2500 zł. Słyszałem, że to jest bardzo dobra cena, a już sam się z nimi gubię. Rok temu kosztował 1000-1200 zł za ton. Już wtedy cena była blisko węgla. Od roku peletu też brakuje, bo koronawirus trochę „nabroił”. Produkcja stanęła, bo to jest odpad, zresztą z drewnem też mamy kłopot – prognozuje właściciel składu Rams.

Te tabliczki ze starymi cenami można jeszcze obejrzeć w punkcie sprzedaży, który przypomina bardziej… muzeum. Jak nam mówi Krzysztof Rabażyński, tyle trzeba było płacić za ekogroszek wiosną, gdy odpuściła epidemia. Może oprowadzać nas po składzie, niczym kustosz, bo to wyjątkowy sezon.
- O tej porze to w ubiegłym roku od rana do wieczora w samochodach siedzieliśmy i ganialiśmy z węglem – przyznaje.

Czy ulgę mogą przynieść klientom dodatki do zakupu opału, jak choćby węglowy?
- Nie sądzę, bo to na tonę nie wystarczy, a przeciętnie gospodarstwo potrzebuje 3-4 tony węgla – mówi właściciel składu.

Jedno, co się zmieniło, to… fakt, że ludzie już nie kręcą nosem na to, co wrzucają do pieca.
- Już nie narzekają na jakość węgla. Jak kupią w PGG, to jakby w totolotka wygrali. A trzy lata temu słyszałem: a czemu to, a czemu tamto. Teraz, jak ktoś dostanie, to cieszy się, że ma – podsumowuje Krzysztof Rabażyński.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Strefa Biznesu - Sytuacja na rynku pracy w 2023 roku

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na malbork.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie